Obserwatorzy

niedziela, 30 marca 2014

Moja kolekcja lakierów do paznokci

Osoby zmagające się z małą ilością miejsca dość często swoje kosmetyki upychają gdzie popadnie. W moim przypadku jest to nagminne. Korzystając z odrobiny wolnego czasu zaczęłam porządkować swoje zapasy i zbiory. Po skończonej pracy moim oczom ukazała się całkiem pokaźna kupka lakierów. Zawsze wydawało mi się, że nie mam ich więcej niż 20... Taa, naliczyłam 44 sztuki.


Mając wszystkie egzemplarze 'na wierzchu' postanowiłam przedstawić Wam wszystkie z bliska. No to zaczynamy!

ŻÓŁTKI
3. Classics, Charming, 44

NUDZIAKI
6. Golden Rose, lakier z proteinami 205

POMARAŃCZE

8. Wibo, Express growth (numer starł się)
10. Golden Rose, lakier z proteinami 313

RÓŻE I KORALOWE RÓŻE

12. Eveline, MiniMax 806
13. Golden Rose, Rich Color 50
15. Golden Rose, Matte 13

RÓŻE I FIOLETY

16. Delia No.1, 50
20. Sally Hansen, Complete Salon Manicure, 640 Plum Luck
21. Lovely, Gloss Like Gel, 238

LILIOWE I CZERWIENIE

24. Bell, Glam Wear 012
25. Delia No.1, 35
26. Golden Rose, lakier z proteinami 262

NIEBIESKOŚCI

30. Golden Rose, lakier z proteinami 349
31. Eveline, MiniMax 811
32. Golden Rose, lakier z proteinami334
33. Rimmel (niestety bez nalepki, nie wiem jaka to seria ani odcień)

TURKUSY I MIĘTKI

34. Eveline, MiniMax 843
38. Eveline, MiniMax 803

TOP COATy ;)
40. Golden Rose, lakier z proteinami 318
41. My Secret, 104
42. Ados, Trendy Colors, 104
43. Sephora, Gel Effect
44. Sephora, Tie Dye


Uff... Dobrnęłyśmy do końca ;) W podpisach są umieszczone odnośniki do lakierów zaprezentowanych na paznokciach. Jeśli jednak tak nie jest, a jesteś zainteresowana jakimś egzemplarzem, napisz w komentarzu nazwę lub numer porządkowy- zrobię w pierwszej kolejności NOTD z tą emalią ;) 

Pochwalcie się, ile lakierów znajduje się w Waszych zbiorach? ;)

Pozdrawiam,
Kasia

sobota, 29 marca 2014

Zużycia: luty i marzec

Co dwa miesiące pojawiają się na moim blogu notki poświęcone produktom, które udało mi się zużyć w tym czasie. Ostatni taki wpis pojawił się pod koniec stycznia, nadeszła  pora na nowy ;)


Zatem, bez zbędnych wstępów zapraszam do lektury mini-recenzji.

Płatki kosmetyczne: Tibelly oraz Softino. Callmeblondiee wychwalała wielokrotnie produkt Netto. Wypróbowałam, są ok, ale pozostanę wierna tym z Lidla ;)


L'oreal, płyn do demakijażu oczu. Jego recenzja pojawiła się przy okazji testu płynów do demakijażu (TU). Jest ok, jednak chwilowo nie kupię ponownie, ponieważ wróciłam do mojego ulubieńca w tej kategorii (TU).
Garnier, Krem BB (pierwsza edycja). Ulubieniec sprzed ponad roku. Używałam jako 'bazy' pod makijaż, ładnie podbijał krycie podkładu i nadawał skórze świetlistości. Fascynacja produktem jednak minęła, zużycie do końca było drogą przez mękę. Być może kupię ponownie, jednak nie w najbliższym czasie.
Ziaja, tłusty krem do twarzy masło kakaowe. Kolejny produkt kupiony pod wpływem vlogerek (tym razem Maxi). Miał ładny zapach i treściwą konsystencję. Początkowo spełniał swoje zadanie, jednak z czasem skóra nie dość, że się przyzwyczaiła, to na dodatek zapchała. Nie kupię ponownie.


Dwaj ulubieńcy:
Clinique, płyn złuszczający 3. Recenzja pojawiła się na blogu (TU). Z pewnością do niego wrócę, gdy tylko finanse na to pozwolą.
Yves Rocher, kwiatowe mleczko do demakijażu. Używam namiętnie od ponad 2 lat. Chyba powinnam napisać jego recenzję na blogu. Kupię ponownie.


Yves Rocher, krem do rąk wanilia i cytryna (Świąteczna edycja limitowana 2012). Typowy średniak. Ładnie pachniał, ale średnio nawilżał. Krem jakich wiele. 
Farmona, Sweet Secret, Migdałowy krem do rąk i paznokci. Produkt posiadał niesamowicie słodki zapach, który pod koniec opakowania zdążył mnie już znudzić. Krem ładnie nawilżał, był bardzo wydajny i tani (około 5 zł). Być może kupię ponownie, ale w innej wersji zapachowej.


Yves Rocher, Żel pod prysznic. Piękny, nie przepiękny zapach bzów. Nie wysuszał skóry, dobrze się pienił, był bardzo gęsty, a przez to wydajny. Niestety chwilowo nie kupię ponownie, ponieważ cena jest stosunkowo wysoka, jak za taką pojemność (22 zł za 200 ml).
Radox, Żel pod prysznic (Stimulate). Produkt kupiony podczas wyprzedaży w Naturze. Zapach był bardzo 'pieprzny', a żel miał dość rzadką konsystencję i średnio się pienił. Zauważyłam, że barwił skórę. Nie zachwycił mnie na tyle żebym kupiła go ponownie.


Mariza, Linia SPA, Grejpfrutowy antycellulitowy balsam do ciała. Kupiłam ten produkt podczas letniej wyprzedaży za około 5 zł. Za tą cenę kupiłabym ponownie, w regularnej (około 10 zł) już nie. Balsam miał ładny cytrusowy zapach, średnio nawilżał skórę. Działania antycellulitowego nie zauważyłam, ale nie ukrywajmy, że tego typu produkty działają jedynie w połączeniu z regularnymi ćwiczeniami (co w moim przypadku jest niemożliwe do zrealizowania). Kupię ponownie, jeśli trafię na promocyjną cenę.
Mariza, krem na pękające pięty. Recenzja pojawiła się na blogu (TU). Nie kupię ponownie.
Avon, Advance Techniques, termoochronny spray do włosów. Spray, jak spray. Mam nadzieję, że chronił moje włosy. Czy kupię ponownie? Nie wiem.


Avon, Naturals, Mgiełka do ciała. Przyjemna, ładnie pachnąca mgiełka. Świetnie odświeżała, przyzwoicie utrzymywała się na skórze. Z pewnością kupię ponownie.
Avon, Only Imagine... Świeży zapach, który w pierwszym momencie przypominał mi jedno z jabłuszek DKNY. Po zużyciu całej flaszki stwierdzam, że nie kupię ponownie w najbliższym czasie. Pod koniec zaczął mnie drażnić.


Nizoral, Szampon przeciwłupieżowy. Często do niego wracam i będę wracać. Dobry i skuteczny preparat w walce z łupieżem.
Dermika, Alabaster, Maseczka superwygładzająca z enzymami. Z hasłem superwygładzająca zupełnie nie mogę się zgodzić. Wygładzająca, owszem. Po zastosowaniu skóra była rozjaśniona, a jej powierzchnia wyrównana. Saszetka wystarczyła na 3 aplikacje. Z pewnością do niej wrócę.
Mincer, Maseczka rozjaśniająco-nawilżająca z ogórkiem i cytryną. O produkcie mogę napisać w zasadzie trzy rzeczy: melonowy zapach, średnie nawilżenie, super wydajność. Jedna z dwóch saszetek wystarczyła mi na 6 aplikacji.
Essence, korektor i baza pod cienie. Produkt mnie uczulił, niestety. Nie kupię ponownie.
La Roche-Posay, Effeclar K. Po zużyciu niewielkiej próbki nie mam zdania o produkcie, jedyne co zauważyłam to to, że jest wydajny i całkowicie wchłania się w skórę.
Linoderm Acne, punktowy krem do skóry trądzikowej. Krótka recenzja pojawiła się przy okazji postu o preparatach na problemy skórne (TU).

Uff... To już wszystkie produkty, jakie udało mi się zużyć od początku lutego do dzisiaj. 

W międzyczasie przyłączyłam się do akcji LakierowegoZawrotuGłowy, która polega na ograniczeniu zapasów i powściągliwości w zakupach. Zgodnie z założeniami, za zużycie 15 produktów mogę kupić w najbliższym czasie tylko 7 nowych. Czas pokaże, czy mi się to uda ;)

Pozdrawiam,
Kasia

wtorek, 25 marca 2014

Pomadkowo: Avon, UCR - prezentacja 6 odcieni

Jakiś czas temu zamówiłam 8 próbek pomadek z nowej (wtedy) serii UCR. Przedstawiłam Wam na początek dwa, najbardziej intensywne kolory (Berry Berry Nice oraz Sangria), a dzisiaj przyszedł czas na pozostałe. A zatem, bez przedłużania, zaczynamy ;)

1. Blush Nude to typowy, jasny odcień 'nude' z delikatną nutką różu, bez drobinek, o satynowym wykończeniu. Bardzo przypomina pomadkę z Golden Rose 98 (porównanie kolorów na ręce), jednak aplikacja jest zdecydowanie bardziej przyjemna. Nie wysusza ust i utrzymuje się do 3 godzin (bez jedzenia).





2. Iced Coffee to również kolor 'nude' z ta tylko różnicą, że jest odrobinę ciemniejszy od opisywanego wyżej odcienia. Na próżno szukać w nim nut różu, w tym przypadku szminka ma domieszki beżu. Wykończenie nie jest satynowe, posiada delikatne drobinki, które ładnie odbijają światło. Trwałość identyczna jak u Blush Nude.





3. Tosted Rose to pomadka w kolorze lekko przybrudzonego różu z domieszką beżu. Idealna do codziennego makijażu, bardzo neutralna. Posiada satynowe, błyszczące wykończenie. Szminka pozbawiona jest drobinek. Utrzymuje się na ustach podobnie jak dwa opisywane powyżej odcienie.





4.  Knockout Pink. Ciemniejsza siostra Tosted Rose. Kolor to intensywny róż, jednak utrzymany w neutralnej palecie. Szminka posiada delikatne drobinki. Dziewczyny o typie urody "Śnieżki", a obawiające się czerwieni powinny zwrócić na nią uwagę. Przypomina trochę Eveline Aqua Platinum .





5. Frostiest Mauve. Kolor bardzo jasny, półtransparentny, podkreślający żółte pigmenty (uwaga na zęby). Z pewnością jest to odcień 'mauve', jednak niemiłosiernie wyblaknięty i z drobinkami, które tworzą szron na ustach. Trwałość mizerna- około 1 godziny, następnie kolor ulatnia się pozostawiając po sobie jedynie brokat. W moim odczuciu wygląda trupio (przynajmniej na mnie).





6. Hibiskus- 'szminka hit' cytując digitalkę ;) Żywy, intensywny, nieco żarówiasty róż- to najlepsze określenie koloru. Wykończenie jest całkowicie satynowe, kremowe. Zauważyłam, że odcień 'wchodzi' w naskórek i delikatnie go barwi- poprawia to zdecydowanie trwałość koloru.





Uff... Dobrnęłyśmy do końca ;) Jeśli chodzi o moich faworytów to są nimi z pewnością: Tosted Rose, Iced Coffee, Knockout Pink oraz Hibiscus. Być może w najbliższym czasie kupię pełnowymiarowe opakowanie jednego z tych kolorów.

Które z zaprezentowanych odcieni są Waszymi faworytami? A może inny odcień skradł najpierw Wasze usta, a potem i serce? :)

Pozdrawiam,
Kasia


sobota, 22 marca 2014

Recenzja: Oriflame, Pure Nature, Chusteczki oczyszczające do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu

Niedawno zużyłam płyn złuszczający z Clinique, który bardzo lubiłam. Rozważałam ponowny zakup, jednak brak 'luźnych' pieniędzy sprawił, że zaczęłam szukać alternatywy. W trakcie poszukiwań natrafiłam na chusteczki firmy Oriflame. Niewygórowana cena sprawiła, że postanowiłam kupić ten produkt.

Kilka słów od producenta:
"Odświeżające chusteczki opracowane z myślą o cerze tłustej. Dokładnie oczyszczają skórę, usuwając z jej powierzchni zanieczyszczenia i resztki makijażu, oraz przeciwdziałają nadmiernemu błyszczeniu się skóry. Zawierają oczyszczający olejek z drzewa herbacianego i rozmarynu. Przetrzyj twarz chusteczką unikając kontaktu z oczami. Używaj tak często, jak potrzebujesz. Zalecane dla cery normalnej i tłustej"


Chusteczki zamknięte są w standardowym, dla tego typu produktu opakowaniu. Szata graficzna jest przejrzysta i estetyczna. Nalepka zabezpieczająca posiada odpowiednią ilość kleju, co z pewnością przedłuży trwałość chusteczek. 


Każda chusteczka jest odpowiednio nasączona, a jej wielkość jest idealna na jedno zastosowanie. 

Skład: aqua, phenoxyethanol, olus oil, glycerin, lauryl glucoside, polyglyceryl-2 dipolyhydroxystearate, citric acid, caprylic/capric triglyceride, parfum, sodium citrate, benzoic acid, dehydroacetic acid, allantoin, dicaprylyl carbonate, glyceryl oleate, melaleuca alternifolia leaf oil, rosmarinus officinalis leaf oil, limonene

Jak już wspomniałam wcześniej chusteczki pełnią u mnie rolę tonika. Po dwóch tygodniach stosowania mam już wyrobione zdanie.
Jak stosuję? Po demakijażu, umyciu twarzy mydłem i osuszeniu ręcznikiem papierowym przecieram całą twarz, szyję oraz dekolt. Skóra po zastosowaniu przez około 5 minut pachnie rozmarynem i olejkiem z drzewa herbacianego. Osobiście mi ten zapach nie przeszkadza, mogę nawet napisać, że bardzo przypadł mi do gustu. Następnie aplikuję krem 'nocny' (aktualnie Oeparol)
Odstawiając płyn z Clinique obawiałam się wysypu pryszczy, zaskórników i grudek. Jak dotychczas nic takiego nie miało miejsca, skóra wygląda na zdrową. Jestem bardzo miło zaskoczona dobrym jakościowo produktem w niewygórowanej cenie. 
Podsumowując, za około 10 zł (cena regularna: 18 zł) otrzymujemy 25 chusteczek, które pomagają utrzymać w ryzach kapryśną cerę. Szczerze i gorąco polecam ;)

Znacie ten produkt? Jak sprawdził się u Was?

Pozdrawiam,
Kasia

piątek, 21 marca 2014

Recenzja: Avon, Planet Spa, żel pod oczy z ekstraktem z czarnego kawioru

Spora obniżka, zakup pod wpływem impulsu... Brzmi znajomo? Zapewne każdej z nas, przynajmniej raz przydarzył się taki zakup. Mi nawet kilkukrotnie, ale dzisiaj nie o tym lecz o efekcie takiego impulsywnego 'shoppingu' ;) 

Od jakiegoś czasu poszukuję produktu, który rozświetli skórę pod oczami, delikatnie ją nawilży i pomoże zniwelować oznaki zmęczenia. Prawie wszystkie z moich kryteriów miał spełniać żel pod oczy z serii Planet SPA firmy Avon. 

Cena: 6-25 zł za 15 ml

Tradycyjnie, zacznijmy od spraw czysto technicznych. Żel dostarczany jest w kartonowym, czarnym ze złotymi wstawkami opakowaniu. W identycznej stylistyce zachowana zastała szata graficzna tubki.


Tubka wykonana jest z miękkiego tworzywa, które pozwoli wycisnąć żel do ostatniej kropelki. Aplikator przypomina taki, który możemy znaleźć w błyszczyku- ścięty 'dziubek' z małym otworem. 



Na powyższym (i poniższym również) zdjęciu zauważalny jest lekko opalizujący kolor żelu. Po bliższym przyjrzeniu można dojść do wniosku, że preparat naszpikowany jest miniaturowej wielkości drobinkami odbijającymi światło.


Zalecenia producenta oraz skład:



Przechodząc do działania żelu, niestety nie zauważyłam go. A co więcej przyczynił się do przesuszenia skóry pod oczami. Po aplikacji kosmetyku wyczuwalne jest klejenie się, które powoduje, że tworzą się nieistniejące w rzeczywistości zmarszczki. Otoczenie również nie pozostaje obojętne na lepkość- często w miejscu aplikacji żelu znajdowałam kłaczki (z koca, sweterka,...). Stosowanie żelu pod krem również nie przyniosło rezultatów.

Niestety produkt nie spełnił moich oczekiwań, a nawet spotęgował problem, który miał rzekomo niwelować. 


Znacie? Jak sprawdził się w Waszym przypadku?

Pozdrawiam, 
Kasia